Gapienie siê w niebo rozgwie¿d¿one zbawiennie wp³ywa na stan nerwów. Koi, ko³ysze, refleksyjnie ³agodnie nastraja. Warto jednakowo¿ wiedzieæ, na co siê gapimy. Wielce pomocnym w ustaleniu tego¿ jest komputer, a konkretnie darmowy (pod linuxa, nie wiem, jak na inne systemy) program Stellarium. Obs³uga banalnie prosta. Mo¿emy sobie wpisaæ wspó³rzêdne geograficzne miejsca, z którego obserwujemy i porównywaæ to, co na monitorze, z tym, co na niebie widzianym ju¿ to go³ym, ju¿ to uzbrojonym w teleskop jaki okiem. Obrazek pierwszy - wirtualne niebo z okna pracowni/nory/ny¿y/lochu/pokoju w którym pracujê i ba³agan mam. Obrazek drugi - wirtualne niebo z okna sypialni.
Trzyma siê mocno. Ka¿dego ranka termometr pokazuje przynajmniej - 6. Dzieñ zacz±³ siê piêkn± mg³± i szronem. Nawet chcia³em udokumentowaæ fotograficznie, ¿e siê tak wyra¿ê, ale wychodzenie z domu wczesnym rankiem... Nie musia³em, zatem da³em sobie na luz i pe³za³em w szlafroku do po³udnia. Wcale nie zrelaksowany - przeciwnie wrêcz, w stanie niezgorszej irytacji. Bo niekonkretno¶æ upiorna, brak chêci do pracy, wynajdywanie pierdyliarda powodów, by odwlec moment w³±czenia komputera, próby mobilizowania siê kolejnymi kubkami mocnej herbaty. Okropno¶æ. Namiêtnie wielbiê ¶nieg i mróz. Ale zaczynam têskniæ za odrobin± kolorów. W czasie takiej prawdziwej, zimowej zimy kolorów nie brak. To wszystko, co s³oñce wyczynia z odcieniami ¶niegu, fantastyczne palety barw przy bezchmurnych wschodach i zachodach - czysta rado¶æ. Jednak bezustanna szarówka jest tyle¿ spokojna, co nudna. I nasenna. Padaj±cy wczoraj leniwy ¶nieg skutecznie wyleczy³ mnie z planów jakich¶ konkretnych dzia³añ. Snu³em siê bez sensu, obija³em o ¶ciany, ³yka³em aspirynê, p³uka³em gard³o naparem z sza³wii, roztworem wody utlenionej. Znów ³yka³em aspirynê, znów p³uka³em gard³o... Ratunku i lito¶ci i w ogóle i ju¿ sam nie wiem co.
-----------
Dzi¶ to jeszcze biedy pó³, bo mg³a szybko opad³a. S³oñce pokaza³o zêby, niebo siê rozniebieszczy³o. Ale zapachu wiosny w powietrzu nie ma. Przebi¶niegi nie wy³a¿±. Gawrony nie odlatuj±. Sikorki do¶æ licznie odwiedzaj± mój balkon i dziobi± s³oninkê.
---------------------------------
Pocz³apa³em po zakupy. Pierwej do Jedynki, potem do Biedrony (bo chlebek tam maj± taki, który mi smakuje), potem do Kerfura. Jest to o tyle godne odnotowanie, i¿em w¶cieklizny dosta³. Bo kluczyk zgubi³em. Kluczyk od szafki na zakupy, do której to szafki na zakupy wpakowa³em to wszystko, co kupi³em w Jedynce i Biedronie. Trzyma³em go w ³apie, gmera³em w czym¶ tam na stoisku warzywnym, my¶la³em o wszytkim, tylko nie o tym, co w³a¶nie robiê - no i kluczyk gdzie¶ tam zosta³. W pomidorach/burakach/selerach/ogórkach/bak³a¿anach/nie wiem. Brak stwierdzi³em dopiero po odej¶ciu od kasy. - Spoko - pomy¶la³em w naiwno¶ci swej - pewnie maj± duplikaty. I pocz³apa³em do kanciapy ochrony. Ochrona popija³a smêtnie wodê mineraln± i mia³a mnie gdzie¶. - Trudno - filozoficznie powiedzia³a Ochrona. - Drugiego kompletu kluczy nie ma. - To co mam zrobiæ? - zapyta³em podstêpnie i posêpnie. Ochrona wzruszy³a ramionami. - K³opot pan ma. Bo my tej szafki nie otworzymy. Zaczê³o mi siê co¶ gotowaæ duszy, sercu, mózgu i paru innych miejscach. - Zatem? - Co zatem? - zdziwi³a siê Ochrona. - Zgubi³ pan, no to przepad³o. A na dodatek, to jak pan udowodni, ¿e zakupy w tej szafce to pana zakupy? Policzy³em do dziesiêciu i wysycza³em: - Mogê panu opisaæ torbê i jej zawarto¶æ. I pokazaæ rachunki z innych sklepów. - No, dobrze by by³o - rzuci³a zaczepnie Ochrona i poci±gnê³a ³yk mineralki. I wtedy rozdar³em mordê. ¯e sobie nie ¿yczê, ¿e sobie wypraszam, ¿e siê domagam i co tam jeszcze. Ochrona spojrza³a na mnie wzrokiem bazyliszka, co¶ tam mruknê³a i powiedzia³a, ¿e pójdzie po m³otek. W pierwszej chwili pomy¶la³em, ¿e zostanê tym m³otkiem zat³uczony, ale okaza³o siê, ¿e m³otek ma s³u¿yæ do rozbicia zamka. Poszukiwania m³otka trwa³y dobre pó³ godziny. Zakoñczy³y siê nadej¶ciem kierowniczki sklepu - bez m³otka, ale za to z zapasowym kluczem. Ufff... ------------ Tak, wiem. Jestem arogancki, ³atwo siê irytujê i podnoszê g³os. Ale bez tego siê czasami nie da. Mam wra¿enie, ¿e gdybym grzecznie po³o¿y³ uszy po sobie, to moje zakupy diabli by wziêli. Zatem - niech ¿yje arogancja!
Je¶li ba³agan panuj±cy na moim biurku, w papierach, p³ytach, ksi±¿kach, gazetach i notesach, tudzie¿ ba³agan panuj±cy na twardym dysku komputera maj± siê jako¶ do stanu mojej psychiki, to...
Zazwyczaj ba³agan niespecjalnie mi przeszkadza, orientujê siê doskonale w tym budowanym na bie¿±co, w trakcie codziennej pracy labiryncie. Na przyk³ad - plik tekstowy zatytu³owany "karp w pieprzu" ma prawo zawieraæ gar¶æ informacji o przeprowadzonej w latach takich to a takich renowacji fresków w Katedrze ¶w. Jana Ewangelisty. I nie ma w tym niczego dziwnego. Zwykle robiê kilka rzeczy jednocze¶nie. Co¶ widocznie doczytywa³em o freskach, zaznacza³em - a przy okazji zerka³em na karpia, bo planowa³em, co na obiadek uszykowaæ. Trzeba by³o wkleiæ i zapisaæ informacje - no to wklei³em do pierwszego z brzegu otwartego pliku i zakonotowa³em we ³bie, ¿e "pod karpiem s± freski".
Jak mówi³em - nie gubiê siê w tym, ca³kiem mi siê to sprawdza.
Istnieje jednak co¶, co zwie siê MKB, czyli Mas± Krytyczn± Bajzlu. Gdy bajzel tê masê osi±ga, zaczyna siê pandemonium niekotrolowanej reakcji ³añcuchowej. P³yty samoczynnie znikaj± z pude³ek, segregatory wymieniaj± siê zawarto¶ci±, pliki siê kasuj±... Ech, ¿al mówiæ.
W ka¿dym razie - by³em ¶wiêcie przekonany, ¿e trzy p³ytki le¿±ce na komputerze, ³adnie i grzecznie, w kopertkach opisanych, ¿e archiwa takie a takie, ¿e to i owo, i jeszcze tamto - istotnie wy¿ej wzmiankowane rzeczy zawieraj±. Okaza³o siê jednak, ¿e s± to trzy kolejne wersje linuxa mint.
Zdeprymowa³ mnie ten fakt, zacz±³em nerwowo szukaæ p³yt z rzeczywistymi, potrzebnymi mi pilnie archiwami - i jak siê ³atwo mo¿na domy¶liæ, nie znalaz³em. Nie znalaz³em, ale za to te p³ytki nieszczêsne by³y zapalnikiem MKB.
Generalnie mam za sob± zmarnowane popo³udnie, nieokre¶lenie mglisty nastrój i ciê¿k± niechêæ do pracy. A przecie¿ pisania mam od cholery i trochê. Felieton, opracowanie popularnonaukowe tycz±ce miêdzy innymi wzmiankowanych fresków, konkurs. I najwa¿niejsze - opowiastki z cyklu sk³adaj±cego siê cykl opowiastek;-) _______________________
Zdecydowanie lepiej bêdzie, je¶li co¶ sobie poczytam, film jaki obejrzê. Bo w tym bajzlowym nastroju nie napiszê niczego sensownego, a zaczynanie dnia o wkurzenia siê konieczno¶ci± pierdyliarda poprawek do rzeczy napisanej wieczorem nie jest moim ulubionym zajêciem. Staram siê rozpoczynaæ dzionki mi³o a z u¶miechem. (Tia... Ja i u¶miech). __________
Co do ogl±dania i czytania - stworzy³em w³a¶nie "podbloga" i zapoda³em tu link do niego - "Artrefleksyje". Bêdê wrzuca³ krótkie notki/miniaturowe recenzyjki filmów, ksi±¿ek, p³yt, wystaw, koncertów - no wszystkiego tego, co skonsumowa³em duchowo, nawet je¶li by³ to niestrawny gniot z zakalcem. -------------- I obiecujê sobie samemu solennie, i¿ bêdê oddawa³ siê temu notowaniu systematycznie. SYS-TE-MA-TY-CZNIE. Albowiem gdy¿ poniewa¿ powzi±³em mocne postanowienie wziêcia siê w karby intelektualne. Konieczne to, gdy¿ rozleniwi³em siê nad wszelk± przyzwoit± miarê. Niby to mój zwyk³y stan w okresie przedwiosennym, jednakowo¿ chcê, by w tym roku wygl±da³o to inaczej. No akcjê tak± og³osi³em: "Jacek walczy ze z³ymi przyzwyczajeniami". Jakie bêd± efekty? Zobaczymy.
_____________________
A marzec marudny. A marzec pokazuje, co potrafi. Zacz±³ siê wichur± i deszczem, przyprawi³ o ból gard³a... A dzi¶ ranno przywita³ mrozem, ¶nie¿n± biel± i pomarañczowym blaskiem s³oñca. Wszystkie pory roku w ci±gu jednej godziny i temu podobne atrakcje przedwiosenne murowane. Zdecydowanie tego nie lubiê. Nie pasuje mi mglista nieokre¶lono¶æ i nieokre¶lona mglisto¶æ.
Piesa ozdrowia³a. D³ugo wyczekiwany Pan z Kablówki przyszed³ i co¶ tam ponaprawia³. HBO te¿ wreszcie dzia³a. Siê tak czepiam tego telewizora ze szczególnym uwzglêdnieniem HBO, ale to ma³o dziwne, bo po prostu lubiê, jak dzia³aj± rzeczy za które p³acê. Mo¿e dla kogo¶ piku¶, ale dla mnie, cz³eka ubogiego, abonament za szybki w miarê internet, telefon i cyfrow± telewizjê to do¶æ znacz±ca pozycja w miesiêcznym bud¿ecie. Jestem zawziêtym kinomaniakiem - nie dziwota wiêc, ¿e tak mi zale¿y na HBO i dodatkach, czyli HBO_2, Cinemax, Cinemax_2. A jak dorzucê do kinomaniactwa chroniczn±, od wielu lat mêcz±c± mnie bezsenno¶æ...
Tak, wiem, to kolejny aspekt eskapistycznej postawy. Le¿ê otulony kocykami, popijam ja¶minow± herbatê i mam w zasiêgu rêki trzy piloty - od DVD, od cyfraka, od "klasycznej" kablówki. Chwaliæ Boga, nie pogiê³o mnie jeszcze tak, bym przez ca³e noce ogl±da³ sitcomy na Comedy Central. E, no nie:-) Taki sta³y rytua³ - co pi±tek kupujê "To i Owo", zak³adam okularki, w ³apkê biorê o³óweczek. I pilnie studiujê ramówki HBO jednego i drugiego, Cinemnaxów jednego i drugiego. Zone Europa, Ale Kino, Kino Polska, Filmbox. i zaznaczam, co warto obejrzeæ. I czeka mnie solide kombinowanie z kablami, bo muszê jako¶ podpi±æ cyfraka do komputera, bo mam siln± potrzebê wracania do niektorych filmów, zatem muszê je sobie nagrywaæ. A to ju¿ nie te czasy kiedy magnetowid wpiêty miêdzy gniazdko kablówy a telewizor wystarcza³. Siê porobi³o... Siê na to, co siê porobi³o patrzê z perspektywy kolesia, który w pionierskich czasach kablówek by³ i dziennikarzem, i spikerem, i facetem ze ¶rubokrêtem potrafi±cym pod³±czyæ wszystko do wszystkiego. Heh, proste to by³o wtedy - ciut pomy¶lunku, trochê kabelków, zapalniczka do opalania izolacji, zapa³ki do doci¶niêcia go³ych kabli w gniazdku, orientacja, który pin w euroz³±czu podaje wizj±, a który foniê i hejaaaaaaaaa!
Dobra tam, ma³o wa¿ne. O TKK jeszcze w najblizszych dniach pogadam i ³ez kilka uroniê. Spox.
Choinki dwie kupi³em. Zupe³nie przypadkiem. I wyj±tkowo wcze¶nie. Zazwyczaj (od wielu lat tak) kupowa³em na chwilkê przed Wigili± - 21 - 22 grudnia. I od kilku lat u tych samych "Panów do Choinek", którzy obozuj± na parkingu przy Biedronce na S³owackiego. Zdradzi³em ich bezecnie wczoraj. No ale jak mia³em nie zdradziæ, skoro o piêæ minut spacerku, przy p³ywalni, te¿ na parkingu;-) pojawili siê Magicy sprzedaj±cy Picea pungens - ¶wierk srebrny po trzy dychy za zaczepi¶cie wysokie i roz³o¿yste drzewko? Identyczne drzewka przy Galerii Handlowej Stary M³yn lataj± po stówie. Zatem... Zatem kupi³em dwa. Jedno dla Paw³ów, drugie dla siebie/mnie/nas.
Korzystaj±c z tego, ¿e niedziela by³a magicznie wrêcz cudna (bezchmurne niebo, lekki mróz, ostry wiatr, o¿ywczy taki) obudzi³em w sobie ducha sportowego i przytarga³em choinkê do Paw³ów. Moja prawa ³apa z naderwanym ¶ciêgnem najszczê¶liwsza nie by³a, ale bogaæ tam.
Zmierzch ¶wielisty, mro¼ne powietrze - targanie choinki przez pó³ miasta w taki wieczór to sama rado¶æ. No owszem, no mo¿na by³o j± samochodem na ten przyk³ad, ale to profanacja by by³a, ca³± frajdê by diabli wziêli. Siê liczy³ ten zestaw - mistycznie nastrojony ja - mróz - czyste niebo - drzewko.
Drug± choinkê (tê moj±/nasz±) przytarga³em dzi¶. No owszem, w³a¶nie prawa ³apa daje o sobie znaæ ostrym bólem, ale warto by³o, warto.
No to je¶li chodzi o ¦wiêta Bo¿ego Narodzenia (najwa¿niejsze dni w roku dla mnie) mam tak: 1. choinka le¿akuj±ca na balkonie 2. umyte okna 3. wyprane firanki 4. zagniecione ciasto na pierniczkowe ciasteczka 5. kamionka z zakiszonymi buraczkami na wigilijny barszcz 6. zamra¿arka pe³na pierogów z nadzieniem grzybowo - kapustkowym (nadzienie made in ja, ciasto i lepienie pierogów made i Tosia)
Trochê na pysk padam, trochê siê gubiê w g±sczu tego, co i kiedy trzeba kupiæ, do domu przytargaæ, trochê mnie deprecha muska... Ale co tam... jest dobrze, bêdzie dobrze. No musi byæ dobrze, co nie?